poniedziałek, 27 marca 2017

Obraz własnego ciała

Zapewne każdy z nas ileś tam razy w swoim życiu zetknął się z reklamami męskiej bielizny. Powiedzmy szczerze: obraz przedstawianych tam mężczyzn jest wręcz idealny. Każdy z nich wygląda doskonale. Tak doskonale, że niejeden z nas nabawił się przez to kompleksów związanych z obrazem własnego ciała. Czasami aż wstyd chcieć kupić reklamowaną bieliznę, bo przecież nie wyglądamy tak idealnie jak ci ludzie i w sumie nie wiadomo, jak dana rzecz będzie na nas leżała. Oczywiście, cena też robi wrażenie: często są one zaporowe.

W dzisiejszych czasach obraz własnego ciała jest dość ważny. Śledząc serwisy społecznościowe a szczególnie Instagram, można dojść do wniosku, że wielu facetów wprost nie wychodzi z siłowni, że chyba tam wręcz śpią. Każdy praktycznie wkleja fotki swoich umięśnionych i dobrze wyglądających ciał i koniecznie do tego dopisuje jakieś motywacyjne zdanie.

Jednakże jakiś czas temu pewna marka odzieżowa specjalizująca się w męskiej bieliźnie (chyba aussieBum) zaprezentowała inne podejście do tej sprawy. Organizatorzy kampanii wzięli do zdjęć tak zwanych zwykłych facetów i zrobili im zdjęcia w bieliźnie swojej marki. Mężczyźni byli różni: z brzuszkiem, wklęsło klatką piersiową, po prostu nie wyglądali jak modele. Wyglądali jak większość z nas. Slogan reklamowy brzmiał mniej więcej tak: nie tylko modele, ale i zwykli faceci też noszą naszą bieliznę. To mi się spodobało. Bo, jak już wyżej napisałem, nie każdy z nas wygląda idealnie. Mamy swoje wady w wyglądzie, których możemy nie być w stanie przeskoczyć. Owszem, nad pewnymi rzeczami można popracować, ale nie nad wszystkim. Ważne, żeby umieć pokochać siebie nawet wtedy, gdy nie jesteśmy idealni. Wszak to nasze ciało i to my mamy się w nim czuć dobrze. To trudne, też sam mam z tym problemy. Nie chodzi mi tu o to, żeby usprawiedliwiać swoje lenistwo, ale żeby umieć siebie pokochać w tym, czego nie możemy w sobie (od razu) naprawić.

wtorek, 21 marca 2017

Kolejna porcja wynurzeń o sobie.

Czasami zastanawiam się nad tym, o czym by tu napisać. Oczywiście, lepiej wiedzieć, o czym się chce i ten temat konsekwentnie podjąć. Ale czasami nie ma się najmniejszego pomysłu, chociaż tyle rzeczy się wokół dzieje. A czasami wydaje się, że dzieje się wiele, a tak naprawdę dzieje się tyle co nic. Albo inaczej: do rangi wielkich wydarzeń urastają kompletne bzdury. I o czym tu pisać? Czego się zaczepić? Jaki temat konsekwentnie podjąć, by to miało jakiekolwiek ręce i nogi? Chociaż czasami z bardzo prostego tematu można zrobić literackie arcydzieło.

Mam tyle wątpliwości co do siebie i tego, co robię. Patrzę ciągle w tył albo tylko w siebie, nie widząc tego, co jest wokół mnie i przede mną. Jestem typowym introwertykiem i bardziej żyję swoim światem wewnętrznym. Trudno powiedzieć innym, jaki on jest. Wydaje się być nudny, ale to mój świat: pełen lęków, niepewności samego siebie i swoich poczynań. Podziwiam innych, którzy potrafią się wyrwać, wyjść do ludzi, korzystać z życia. Ja jakoś nie potrafię. Nie chcę tu dokonywać jakiejkolwiek psychoanalizy, albo zanudzać Was moimi wnioskami, które nie wiadomo, czy są trafne. Chociaż z drugiej strony warto pewne swoje obserwacje poddać innym pod osąd i sprawdzić, czy mam rację czy też się mylę.

Mam tendencje do autoanalizy. Czasami niekończących się rozważań na temat tego, co myślę i co czuję. Taka moja natura. Nie wiem czy to zaleta czy wada. Czasami to bywa uciążliwe i mój introwertyzm wydaje się skrajny. Czasami warto jednak pomyśleć nad sobą: nad tym, co się robi dla siebie i innych. Od czasu do czasu boję się, że wyjdzie ze mnie jakiś potwór, który przecież drzemie w każdym człowieku. Każdy może stać się kimś wspaniałym jak i kimś całkowicie podłym. Ale czy ciągłe rozważanie tej ewentualności da jakiś dobry efekt? Czy nie spowoduje ono zamknięcia się w sobie ze strachu, że coś złego może ze mnie wyjść. Może dlatego boję się wyzwań: że w którymś momencie zawiodę i dojdzie do jakiegoś nieszczęścia.

A teraz czas na ładnego pana:


poniedziałek, 20 marca 2017

Gdy ktoś się zakochał...

Miałem napisać kolejny post o tym, jak związki homo nie są zagrożeniem dla rodziny, ale stwierdziłem, że sobie daruję, bo kopanie się z koniem nie ma najmniejszego sensu. Myślałem o tym, co by tu napisać, jaki temat wybrać.

Popijałem sobie herbatę (w sumie dalej to robię), gdy nagle napisał do mnie znajomy i wyznał mi miłość. Sprawa dość trudna, bo wiem po sobie, jak to jest być zakochanym w osobie, która jest niedostępna i po części rozumiem jego uczucia. Oczywiście, w pełni go nie zrozumiem, bo każdy przeżywa pewne sprawy inaczej. Pewne podobieństwa są, ale jak to się mówi "każdy jest inny". Na mnie to wyznanie nie wywarło większego znaczenia. Nie dlatego, że czuję się jakiś niesamowity i wiem, że jestem fajny, przystojny, wrażliwy. Myślę odwrotnie i dlatego to na mnie nie zadziałało. Poza tym jestem zajęty: mam chłopaka i nie chcę go opuszczać.

Oczywiście, nie będę zrywał tej znajomości. Po prostu będę rozmawiał z tym znajomym normalnie, jeśli będzie chciał pogadać. Myślę, że zrywanie kontaktu byłoby bez sensu.

Czas na ładnego pana:


piątek, 17 marca 2017

Jak zwykle o swojej psychice

Trumanem Capote nie jestem. Ciężko mi coś napisać w stanie psychicznego rozwalenia o arcydziele nie wspominając. Ale chyba pisanie może być jakąś formą terapii. Podobno jest. Można pisać o swoich uczuciach, o swoich nastrojach i stanach. Ale chyba trzeba też z tym uważać, żeby nie przesadzić, żeby dany wpis nie był dla kogoś furtką do wpadnięcia w jakiś stan depresyjny czy coś jeszcze gorszego. Nie chcę tutaj nikogo do niczego namawiać. Nie o to przecież chodzi. Chcę tylko od czasu do czasu dokonać analizy tego, co przeżywam. I tylko tak proszę to traktować.

Jestem człowiekiem pełnym wątpliwości. Boję się podejmować różne decyzje czy też zaryzykować. Nie mówię tu o nie wiadomo jakich decyzjach. Piszę tu o czasami prozaicznych kwestiach. Boję się ruszyć z miejsca, bo nie wiem, do czego mnie to wszystko zaprowadzi: jakie tego będą konsekwencje.

Nie, nie męczy mnie to, że jestem gejem. Wręcz przeciwnie! Z tym już sobie dawno poradziłem i pogodziłem się. Nie mam zamiaru nikogo przepraszać za to, że podobają mi się faceci. Jestem wyoutowany i dobrze mi z tym.

Problem pojawia się na poczuciu ogólnej bezużyteczności i braku celu w życiu. Nie wiem, do czego dążyć i jak to zrobić. Na razie jedyne, co mnie fascynuje, to zdjęcia facetów. Ale przecież z tego nie da się zrobić czegoś konstruktywnego. Samo wklejanie zdjęć facetów z neta do niczego nie prowadzi. "Pomaga" na bardzo krótką chwilę. Chciałbym robić coś, co by mnie cieszyło i co by dawało poczucie satysfakcji z tego, że do czegoś się przydałem. Myślę czasami nad napisaniem jakiegoś fajnego opowiadania czy książki, ale na myśleniu się kończy i nie potrafię się w żaden sposób za to zabrać. Każdy pomysł od razu wyparowuje, odrzucam go jako nie tyle niepotrzebny ile jako już kiedyś zapisany i to w o wiele lepszy sposób niż ja bym to zrobił. Szukam gdzieś jakiegoś potwierdzenia swojej wartości, nie potrafiąc go znaleźć w sobie. A jeśli nie potrafię znaleźć w sobie poczucia własnej wartości, to go u innych raczej nie znajdę.

Czasami dobrze jest z siebie wyrzucić parę rzeczy. A teraz czas na ładnego pana: Charlie King


czwartek, 16 marca 2017

Bardzo długa przerwa

Moi Drodzy!

Bardzo długo tutaj niczego nie zamieszczałem. Chciałem spróbować swoich sił na innej platformie. Wyszło tak średnio. Może tam dalej będę kontynuował pisanie. Sam nie wiem. Przyczyna mojej obecności była jak zwykle taka sama: czyste lenistwo, którego nic nie jest w stanie usprawiedliwić. Taką mam naturę.

Jestem już w związku prawie cztery lata, co mnie bardzo cieszy. Z drugiej strony ostatnio nasiliły się u mnie silne stany depresyjne. Teraz jestem w momencie, gdy mogę na to popatrzeć niejako z boku. Żałuję tego, że wpędzam się w ten nastrój i nie umiem tego powstrzymać. Mam już swoje lata i powinienem być bardziej poważny, a nie zachowywać się jak jakiś dzieciak. Chyba pomoc jakiegoś dobrego terapeuty czy też psychiatry będzie nieodzowna. Muszę się nad tym bardzo poważnie zastanowić. Wiem, jakim obciążeniem nie tylko dla mnie ale i dla innych są tego typu stany. Boję się, że skrzywdzę bardziej mojego chłopaka niż siebie samego. Dla niego powinienem być przede wszystkim oparciem a nie ciężarem. Mam nadzieję, że sobie z tym wszystkim poradzę.

Na razie to tyle, co mam o sobie do powiedzenia. Teraz czas na bardzo ładnego pana.


środa, 5 sierpnia 2015

“Jednostka 731” Hala Golda

Nie od dziś wiadomo, że człowiek jest jednym z najokrutniejszych stworzeń na Ziemi. Historia aż nadto zna ogrom przypadków potwierdzających tę tezę. A wydarzenia mające miejsce w okolicach lub czasie II wojny światowej są wymownym świadectwem tego, że jako ludzie nie sprawdziliśmy się, a przynajmniej nie tak, jak powinniśmy.

Najbardziej znane zbrodnie z tego okresu to zbrodnie hitlerowskie i komunistyczne. Mało jednak osób wie, co działo się w tym czasie w Chinach okupowanych przez Japonię. I o tym właśnie traktuje książka Hala Golda „Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych”. Nie będę tutaj przybliżał treści książki, gdyż takowe można znaleźć w sieci. Skupię się tu bardziej na moich odczuciach, które miały miejsce w czasie czytania tego reportażu.

Trzeba przyznać, że dla mnie była to lektura trudna i przygnębiająca. Podstawową trudnością była moja nieznajomość kultur i historii relacji chińsko-japońskich. Gold próbuje to przybliżyć, ale robi to zbyt pobieżnie. Być może zabrakło miejsca na to, a być może chciał on się skupić przede wszystkim na świadectwach osób, które w opisywanej jednostce pracowały.

Książka Golda to smutna opowieść o tym, jak jeden zdemoralizowany człowiek, wykorzystując koneksje i przekraczając kulturowe konwenanse, zdołał przekonać do swojej chorej idei całą medyczną i wojskową elitę Japonii. To opowieść o stopniowym rozkładzie moralności, który rodzi najokrutniejsze zbrodnie. Nikt nie pomyślał o tym, żeby powstrzymać Ishiiego, żeby go unieszkodliwić. Niemal wszyscy, jak jeden mąż pozwolili mu na eksterminację ludzi, na wykorzystanie ich jako materiał doświadczalny do najokrutniejszych eksperymentów. To musi budzić gniew i sprzeciw. Miejscami nawet nie próbowano udawać, że te badania są tylko przejawem sadyzmu i chęci zniszczenia ludzi i zadawania im niepotrzebnych cierpień. Okrutnym chichotem historii jest to, że próbę rozliczenia dokonał Związek Radziecki, a USA wykorzystało badania Jednostki 731, a twórcy i najważniejsi pracownicy tego obozu otrzymali ochronę i żyli jak pączki w maśle, stając się autorytetami w swoich dziedzinach i piastując wysokie urzędy.

Świadectwa pracowników dają do myślenia. W tamtych czasach były to przede wszystkim osoby młode, należące do Korpusu Młodzieżowego, którym wyprano mózgi, wmawiając im boskość Cesarza. Byli to najczęściej szeregowi pracownicy nie za bardzo wtajemniczeni w całą sprawę. Niczym jednak nie można usprawiedliwić działań Kempeitai, japońskiej żandarmerii wojskowej, która robiła łapanki, mające na celu dostarczanie ofiar do instytucji Ishiiego.

Podsumowując, książka Golda jest świadectwem niebywałego okrucieństwa, do jakiego zdolny jest człowiek. Może być i powinna być potraktowana jako ostrzeżenie przed powtórką historia, a jak wiadomo, ona lubi się powtarzać.

jednostka-731-okrutne-eksperymenty-w-japonskich-laboratoriach-wojskowych-relacje-swiadkow-b-iext28711381

sobota, 1 sierpnia 2015

Nieostrożność

Nieostrożność ma wiele twarzy. Ostatnio obserwuję ją w przestrzeni internetowej. Na Facebooku należę do kilku tajnych grup gejowskich. Nie ukrywam, że można tam znaleźć materiały przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. Nie mogę się jednak nadziwić pewnemu trendowi. Otóż wiele osób na tego typu grupach pod własnym imieniem i nazwiskiem prezentuje użytkownikom swoje intymne zdjęcia. Jak dla mnie jest to świadectwo całkowitej bezmyślności. Prezentując tego typu treści, używając swoich danych osobowych może przecież prowadzić do nieszczęścia. Przecież nikt z nas nie wie, kto jest po drugiej stronie i w jaki sposób może wykorzystać te zdjęcia. Równie dobrze można wyjść nago na ulicę. na jedno to wyjdzie. Oczywiście, na gejowskich portalach randkowych też można wyśledzić danego użytkownika, ale jest to nieco trudniejsze.
Irytujące jest również rozpoczynanie rozmowy od poinformowania swojego rozmówcy o tym, że jest się napalonym i chce się uprawiać seks. Oczywiście, można tak rozpocząć rozmowę na gejowskim czacie, ale nie na FB. To jest po prostu obleśne, w ogóle nie podnieca, a wręcz zniechęca do podjęcia jakiejkolwiek znajomości.
Nie jestem cnotką, lubię sobie czasem poświntuszyć, ale zaczepianie kogoś obcego i pisanie mu o tym, że chce się z nim pieprzyć, to nie moja bajka.
A teraz czas na ładnych panów.


piątek, 6 lutego 2015

Układanie swojego bajzlu–próba zapanowania nad sytuacją

Postanowiłem powrócić do pisania. Znowu długo nic nie pisałem, a szkoda. Ostatnio jestem w dość dziwnym momencie życia. Z własnej winy zaczynam się ze sobą męczyć, co odbija się na moim związku, bo i tu czuję się nieco zmęczony i znowu łapię doły. Czuję, że muszę wziąć się w garść, a nie potrafię tego wszystkiego jakoś ogarnąć. Pewne rzeczy muszę poukładać na nowo, żeby wszystko było, jak należy.

Poza tym jak zwykle marzę o napisaniu jakiejś książki, opowiadania czy zbioru opowiadań, ale jak zwykle nie mam odpowiedniej motywacji do tego. No i czuję, że zaczynam być coraz głupszy. I z tym też muszę coś zrobić. Jakaś dobra lektura by się przydała.

To na razie tyle. Teraz czas na ładnych panów. Wiem, że miało ich nie być, ale nie mogłem się oprzeć pokusie. Na zdjęciu tym razem bliźniacy Alex i Charlie Kotze z RPA. Autorem zdjęcia jest Louis D. Botha.

10974665_776065745813695_1654867854355453042_o

wtorek, 16 września 2014

Ładni Panowie

Dzisiaj założyłem kolejnego bloga. Ma on charakter erotyczny i prezentowane tam będą zdjęcia mężczyzn. Blog ma charakter gejowski. Oto jego adres: http://ladnipanowie.blogspot.com . Tym samym rezygnuję na tym blogu ze zdjęć erotycznych. Rezygnuję także ze strony na Facebooku, gdyż została ona zablokowana. Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

wtorek, 15 lipca 2014

“Spóźnione wyznania” Johna Boyne’a

Każda wojna pozostawia po sobie rany. Są one bardzo głębokie. O niektórych mówi się z trudem. O innych mówić nie sposób. I o nich traktuje najnowsza powieść Johna Boyne’a “Spóźnione wyznania”.

W sumie można to było napisać w kilku zdaniach. No, góra kilkunastu. Ale wtedy bylibyśmy pozbawieni opisu całej gamy uczuć, nie wiedzielibyśmy, co tak naprawdę przeżywał bohater w tym jakże trudnym czasie. Nie wiedzielibyśmy, z jakim trudem przyjdzie mu opowiedzieć swoją historię. Jak trudno będzie mu się przyznać do tego, co poczuł i co zrobił. I jak ciężko mu będzie z tym żyć.

Nowa powieść autora “Chłopca w pasiastej piżamie” to opowieść o uczuciach, które komplikują życie i jakakolwiek decyzja to wybór między dżumą a cholerą. Siłą książki Johna Boyne’a jest odpowiednie dozowanie faktów. O wszystkim dowiadujemy się stopniowo, przez co lektura jest niesamowicie fascynująca i nie chce się jej przerwać. Boyne potrafi wczuć czytelnika w atmosferę tamtych czasów, pełnego konwenansów, oficjalnego uważania na to, co inni powiedzą, a podskórnie w każdym z bohaterów buzują uczucia i pragnienie ujawnienia tego, co się tak naprawdę myśli i czuje.

Warto również przyjrzeć się oryginalnemu tytułowi, który brzmi “The Absolutist”. Polskie tłumaczenie, niestety, nie oddaje złożoności znaczenia oryginalnego tytułu, ale z drugiej strony oddaje on konsekwencje postawy opisanej w książce. W powieści słowo to bowiem oznacza osobę, która całkowicie zrezygnowała z walki na wojnie czy nawet pomagania w inny sposób w tym czasie. W skrócie termin ten oznacza po prostu tchórza. Kończąc powieść Boyne’a można się zastanowić, czy i który z bohaterów tak naprawdę nim jest i w jakiej dziedzinie.

Powstało sporo książek o zakazanych uczuciach, o miłościach niemożliwych do spełnienia. Ta jest jedną z najpiękniejszych.

1912180_755268181163894_1698712681_n

Gay World