Zrobiłem sobie intelektualną lewatywę. Doszedłem do momentu, w którym mogę ze smutkiem stwierdzić, że nic mnie praktycznie nie fascynuje, a co za tym idzie, nie mam pomysłu na życie. Nie wiem, co chciałbym robić, w którą stronę pójść. Chyba stałem się pustym człowiekiem, całkowicie wyzerowanym. To jest tak, jak człowiek chce mieć święty spokój i wszystko przestaje go już obchodzić. Wtedy staje się kimś pustym, w pewnym sensie bezwartościowym. Święty spokój jest “święty” tylko z pozoru. Nie bez przyczyny lenistwo jest jednym z siedmiu grzechów głównych. Wyjaławia ono człowieka tak, że staje się on pustynią. Bo gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce, o bym osiągnął bardzo wiele, a nie osiągnąłem tego. Problem w tym, że nie wiem, co chcę osiągnąć. Nie wiem, czego chcę od życia, bo najzwyczajniej w świecie boję się go. Lękam się ryzyka, konsekwencji swoich błędów. Boję się błędów, a popełniam najgorszy możliwy błąd w życiu: wycofywanie się z niego, mając tę głupią “nadzieję” na spokój i nie wchodzenie w jakiekolwiek konflikty. Chciałbym zmienić to moje podejście, ale nie wiem jak.
BeautifulMag #107 Week 09-10 | The Age of Innocence
2 godz. temu

0 komentarze:
Prześlij komentarz