czwartek, 1 października 2009

“Nocny słuchacz”

Dzisiaj kupiłem sobie książkę Armisteada Maupina pt. “Nocny słuchacz”. Przy okazji odświeżyłem sobie adaptację filmową z Robinem Williamsem w roli głównej i to właśnie o tym filmie chciałbym dzisiaj napisać. Fabuła przedstawia się następująco: “Gabriel Noone (Robin Williams) jest odnoszącym sukcesy pisarzem oraz autorem niezwykle popularnej wieczornej audycji radiowej. Pewnej nocy odbiera dziwny telefon od swojego największego fana, trzynastoletniego Pete’a Lomaxa (Rory Culkin). Potem następują kolejne rozmowy, w trakcie których na jaw wychodzą wstrząsające fakty dotyczące tożsamości chłopca” (cytat za: filmweb.pl).

Obraz został skrytykowany jako jeden z najsłabszych o ile nie najsłabszy w dorobku Williamsa. Myślę, że niesłusznie, ponieważ dzieło Patricka Stettnera próbuje powiedzieć nam coś o zagadnieniu prawdy w opowiadaniu historii. To również opowieść o docieraniu do prawdy i o tym, jak to docieranie może być utrudnione. W jakimś sensie jest to także opowieść o procesie twórczym, w którym pisarz – nawet jeśli pisze o faktach – może mieszać fikcję z rzeczywistością i tak też czyni. Problem pojawia się, gdy okazuje się, że sam twórca staje się tym oszukanym.

Ale to nie tylko opowieść o Gabrielu. To także krążenie wokół historii Donny, która do końca pozostaje mglista. Nie dowiemy się z niej, dlaczego wymyśliła Pete’a i skąd wzięła nagrania z chłopcem. Nie dowiemy się też, co się takiego zdażyło w jej życiu. Twórcy świetnie próbują zaznaczyć pewne problemy, ale na szczęście jej przeszłość pozostaje dla nas nieznana, co dodaje smaku całej historii. Może z powodu tego niedopowiedzenia film został potraktowany dość chłodno. Możliwe, że również za szybko widz zaczyna się domyślać nieistnienia chłopca, gdy były partner Gabriela – Jess – zauważa, że Donna i Pete mają te same głosy. A może te wszystkie problemy nałożyły się na siebie. Są również osoby, które w ogóle nie zrozumiały, o co chodzi w “Nocnym słuchaczu”. Owszem, rozumieją wątek fabularny, ale pytaja się o sens i celowość tego wątku. Myślę, że w filmie chodzi o to, o czym napisałem powyżej. Trzeba pamiętać, że film jest adaptacją książki i w jakiś sposób traktuje ona o procesie twórczym. Pisarz jest żonglerem, który w swoim ręku trzyma prawdę i kłamstwo. Czasami wprowadzenie kłamstwa do historii może uwydatnić jej sens. Bo opowiadanie jest tak naprawdę romansem z mitem, którego zadaniem jest odkrycie przed czytelnikiem jakiejś uniwersalnej zasady, która rządzi światem i ludźmi.

2 komentarze:

alex pisze...

film mi sie podobał, a ksiązki nie czytałem

koNdzIu pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Gay World