środa, 5 sierpnia 2015

“Jednostka 731” Hala Golda

Nie od dziś wiadomo, że człowiek jest jednym z najokrutniejszych stworzeń na Ziemi. Historia aż nadto zna ogrom przypadków potwierdzających tę tezę. A wydarzenia mające miejsce w okolicach lub czasie II wojny światowej są wymownym świadectwem tego, że jako ludzie nie sprawdziliśmy się, a przynajmniej nie tak, jak powinniśmy.

Najbardziej znane zbrodnie z tego okresu to zbrodnie hitlerowskie i komunistyczne. Mało jednak osób wie, co działo się w tym czasie w Chinach okupowanych przez Japonię. I o tym właśnie traktuje książka Hala Golda „Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych”. Nie będę tutaj przybliżał treści książki, gdyż takowe można znaleźć w sieci. Skupię się tu bardziej na moich odczuciach, które miały miejsce w czasie czytania tego reportażu.

Trzeba przyznać, że dla mnie była to lektura trudna i przygnębiająca. Podstawową trudnością była moja nieznajomość kultur i historii relacji chińsko-japońskich. Gold próbuje to przybliżyć, ale robi to zbyt pobieżnie. Być może zabrakło miejsca na to, a być może chciał on się skupić przede wszystkim na świadectwach osób, które w opisywanej jednostce pracowały.

Książka Golda to smutna opowieść o tym, jak jeden zdemoralizowany człowiek, wykorzystując koneksje i przekraczając kulturowe konwenanse, zdołał przekonać do swojej chorej idei całą medyczną i wojskową elitę Japonii. To opowieść o stopniowym rozkładzie moralności, który rodzi najokrutniejsze zbrodnie. Nikt nie pomyślał o tym, żeby powstrzymać Ishiiego, żeby go unieszkodliwić. Niemal wszyscy, jak jeden mąż pozwolili mu na eksterminację ludzi, na wykorzystanie ich jako materiał doświadczalny do najokrutniejszych eksperymentów. To musi budzić gniew i sprzeciw. Miejscami nawet nie próbowano udawać, że te badania są tylko przejawem sadyzmu i chęci zniszczenia ludzi i zadawania im niepotrzebnych cierpień. Okrutnym chichotem historii jest to, że próbę rozliczenia dokonał Związek Radziecki, a USA wykorzystało badania Jednostki 731, a twórcy i najważniejsi pracownicy tego obozu otrzymali ochronę i żyli jak pączki w maśle, stając się autorytetami w swoich dziedzinach i piastując wysokie urzędy.

Świadectwa pracowników dają do myślenia. W tamtych czasach były to przede wszystkim osoby młode, należące do Korpusu Młodzieżowego, którym wyprano mózgi, wmawiając im boskość Cesarza. Byli to najczęściej szeregowi pracownicy nie za bardzo wtajemniczeni w całą sprawę. Niczym jednak nie można usprawiedliwić działań Kempeitai, japońskiej żandarmerii wojskowej, która robiła łapanki, mające na celu dostarczanie ofiar do instytucji Ishiiego.

Podsumowując, książka Golda jest świadectwem niebywałego okrucieństwa, do jakiego zdolny jest człowiek. Może być i powinna być potraktowana jako ostrzeżenie przed powtórką historia, a jak wiadomo, ona lubi się powtarzać.

jednostka-731-okrutne-eksperymenty-w-japonskich-laboratoriach-wojskowych-relacje-swiadkow-b-iext28711381

sobota, 1 sierpnia 2015

Nieostrożność

Nieostrożność ma wiele twarzy. Ostatnio obserwuję ją w przestrzeni internetowej. Na Facebooku należę do kilku tajnych grup gejowskich. Nie ukrywam, że można tam znaleźć materiały przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. Nie mogę się jednak nadziwić pewnemu trendowi. Otóż wiele osób na tego typu grupach pod własnym imieniem i nazwiskiem prezentuje użytkownikom swoje intymne zdjęcia. Jak dla mnie jest to świadectwo całkowitej bezmyślności. Prezentując tego typu treści, używając swoich danych osobowych może przecież prowadzić do nieszczęścia. Przecież nikt z nas nie wie, kto jest po drugiej stronie i w jaki sposób może wykorzystać te zdjęcia. Równie dobrze można wyjść nago na ulicę. na jedno to wyjdzie. Oczywiście, na gejowskich portalach randkowych też można wyśledzić danego użytkownika, ale jest to nieco trudniejsze.

Irytujące jest również rozpoczynanie rozmowy od poinformowania swojego rozmówcy o tym, że jest się napalonym i chce się uprawiać seks. Oczywiście, można tak rozpocząć rozmowę na gejowskim czacie, ale nie na FB. To jest po prostu obleśne, w ogóle nie podnieca, a wręcz zniechęca do podjęcia jakiejkolwiek znajomości.

Nie jestem cnotką, lubię sobie czasem poświntuszyć, ale zaczepianie kogoś obcego i pisanie mu o tym, że chce się z nim pieprzyć, to nie moja bajka.

A teraz czas na ładnych panów.

image_1

piątek, 6 lutego 2015

Układanie swojego bajzlu–próba zapanowania nad sytuacją

Postanowiłem powrócić do pisania. Znowu długo nic nie pisałem, a szkoda. Ostatnio jestem w dość dziwnym momencie życia. Z własnej winy zaczynam się ze sobą męczyć, co odbija się na moim związku, bo i tu czuję się nieco zmęczony i znowu łapię doły. Czuję, że muszę wziąć się w garść, a nie potrafię tego wszystkiego jakoś ogarnąć. Pewne rzeczy muszę poukładać na nowo, żeby wszystko było, jak należy.

Poza tym jak zwykle marzę o napisaniu jakiejś książki, opowiadania czy zbioru opowiadań, ale jak zwykle nie mam odpowiedniej motywacji do tego. No i czuję, że zaczynam być coraz głupszy. I z tym też muszę coś zrobić. Jakaś dobra lektura by się przydała.

To na razie tyle. Teraz czas na ładnych panów. Wiem, że miało ich nie być, ale nie mogłem się oprzeć pokusie. Na zdjęciu tym razem bliźniacy Alex i Charlie Kotze z RPA. Autorem zdjęcia jest Louis D. Botha.

10974665_776065745813695_1654867854355453042_o

wtorek, 16 września 2014

Ładni Panowie

Dzisiaj założyłem kolejnego bloga. Ma on charakter erotyczny i prezentowane tam będą zdjęcia mężczyzn. Blog ma charakter gejowski. Oto jego adres: http://ladnipanowie.blogspot.com . Tym samym rezygnuję na tym blogu ze zdjęć erotycznych. Rezygnuję także ze strony na Facebooku, gdyż została ona zablokowana. Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

wtorek, 15 lipca 2014

“Spóźnione wyznania” Johna Boyne’a

Każda wojna pozostawia po sobie rany. Są one bardzo głębokie. O niektórych mówi się z trudem. O innych mówić nie sposób. I o nich traktuje najnowsza powieść Johna Boyne’a “Spóźnione wyznania”.

W sumie można to było napisać w kilku zdaniach. No, góra kilkunastu. Ale wtedy bylibyśmy pozbawieni opisu całej gamy uczuć, nie wiedzielibyśmy, co tak naprawdę przeżywał bohater w tym jakże trudnym czasie. Nie wiedzielibyśmy, z jakim trudem przyjdzie mu opowiedzieć swoją historię. Jak trudno będzie mu się przyznać do tego, co poczuł i co zrobił. I jak ciężko mu będzie z tym żyć.

Nowa powieść autora “Chłopca w pasiastej piżamie” to opowieść o uczuciach, które komplikują życie i jakakolwiek decyzja to wybór między dżumą a cholerą. Siłą książki Johna Boyne’a jest odpowiednie dozowanie faktów. O wszystkim dowiadujemy się stopniowo, przez co lektura jest niesamowicie fascynująca i nie chce się jej przerwać. Boyne potrafi wczuć czytelnika w atmosferę tamtych czasów, pełnego konwenansów, oficjalnego uważania na to, co inni powiedzą, a podskórnie w każdym z bohaterów buzują uczucia i pragnienie ujawnienia tego, co się tak naprawdę myśli i czuje.

Warto również przyjrzeć się oryginalnemu tytułowi, który brzmi “The Absolutist”. Polskie tłumaczenie, niestety, nie oddaje złożoności znaczenia oryginalnego tytułu, ale z drugiej strony oddaje on konsekwencje postawy opisanej w książce. W powieści słowo to bowiem oznacza osobę, która całkowicie zrezygnowała z walki na wojnie czy nawet pomagania w inny sposób w tym czasie. W skrócie termin ten oznacza po prostu tchórza. Kończąc powieść Boyne’a można się zastanowić, czy i który z bohaterów tak naprawdę nim jest i w jakiej dziedzinie.

Powstało sporo książek o zakazanych uczuciach, o miłościach niemożliwych do spełnienia. Ta jest jedną z najpiękniejszych.

1912180_755268181163894_1698712681_n

czwartek, 3 lipca 2014

Michaśka raz jeszcze czyli “Zbrodniarz i dziewczyna” Witkowskiego

Po raz kolejny dałem się nabrać, dałem się wciągnąć, pochłonęło mnie to i jeszcze mi mało. Lubię być przez niego mamiony, oszukiwany, wpędzany w różne uliczki pełne dygresji, które mimo tego, że niczego nie wnoszą do fabuły, to nie można być na ten fakt złym. Zły to mogę być tylko i wyłącznie na siebie, że się daję i że się lubię dawać. Każda strona domaga się brania jej w całości, bez żadnych wyjątków. Nie ma, że boli. Czy chcesz czy nie, musisz wziąć całość. Nie da się tego po prostu przelecieć. Każde słowo jest bardzo uwodzicielskie. Nawet “kurwiszon” brzmi jak czuły szept kochanka zachęcający do oddania się mu. Niby wulgarne, ale pełne uroku. “Jak podcieranie się jedwabiem”, cytując “Matriks Reaktywację” (jeszcze wtedy) braci Wachowskich.

Tak, “Zbrodniarz i dziewczyna” to typowy Witkowski z całym dobrodziejstwem inwentarza. Albo się go bierze, albo odrzuca. Intryga kryminalna naszkicowana przez twórcę “Margot” jest tak naprawdę pretekstowa. To pastisz. Autor jest świadomy tego, z czego są budowane dzisiejsze kryminały i jakie mają trendy. Wie, że dzisiaj czyta się przede wszystkim skandynawskie kryminały i że w prawie każdym z nich ofiara jest przebierana. Autor “Drwala” bawi się tym. Oczywiście, spędzając tyle czasu w kostnicy, mógł napisać coś bardziej wyrazistego pod tym względem, ale czy to dalej byłby Witkowski? Odpowiedź może być tylko jedna: nie w tym przypadku. Klecąc swoją powieść z dwóch mikrokosmosów jakimi są bez wątpienia “Lubiewo bez cenzury” i “Drwal”, nie dało się nie wykorzystać tych postaci, ich cech charakterystycznych i nie dało się nie skupić na tym. Nie w przypadku Michaśki, która jest dygresyjna, lubi powiedzieć wszystko naraz i jej to w ogóle nie przeszkadza. I nie przeszkadza również mi, bo uwielbiam tę plotkarę. Kocham te obserwacje, te wtręty, to oddanie głosu bohaterom, wychwycenie ich stylu mówienia. I wiem, że mówią oni głosem Michaśki, że ona jest ich głosem. Bo bez niej oni niejako nie mają głosu, oni bez niej nie istnieją w przestrzeni publicznej. “Nie, ich wspomnień nie da się opowiadać obcym. Właśnie dlatego opowiedziały je Michaśce” (por. M. Witkowski, “Lubiewo bez cenzury”, str. 11, Warszawa 2012).

“Zbrodniarz i dziewczyna” jest również próbą ironicznego spojrzenia Autora na samego siebie. Trudno powiedzieć na ile jest tu prawdziwy Witkowski, a na ile jest to tylko kokietowanie Czytelnika. To zawsze pozostanie tajemnicą Autora. Śmiem także twierdzić, że to jest również sekret dla samego Witkowskiego. Ale bardzo mi się to podoba. Owszem, czasem bywa to nieco irytujące, ale myślę, że można i należy mu to wybaczyć. To wszystko czyta się bardzo dobrze, książka nie nudzi, daje dużo rozrywki. Naprawdę polecam.

1873_99905181873

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Ostatnie kilka tygodni i ostateczny coming out

Mogę śmiało stwierdzić, że ostatnie dwa, trzy tygodnie w moim życiu wyglądały jak jazda kolejką górską. Oczywiście, jak zwykle nie wiem od czego zacząć.

Chyba wszystko zaczęło się od zakupu świnki morskiej. Było to przekochane rude stworzonko. Myśleliśmy, że to samiczka i po jakimś czasie dokupiliśmy jej koleżankę, bo świnki to zwierzątka stadne. Jednak po zakupie drugiej samiczki Dareczka okazała się być samcem. Stwierdziliśmy z P., że Dareczka poddamy kastracji. Niestety, maluszek nie przeżył tego, nie wybudził się z narkozy. Najpierw dawał jakieś oznaki życia ale po jakimś czasie zupełnie zesztywniał i okazało się, że nie żyje. Została samiczka: Klaudusia. Być może jest w ciąży z Darkiem, tak nam się wydaje. Dokupiliśmy jej samiczkę, którą nazwaliśmy Pusia. Na razie różnie się dogadują, czasami się gryzą, ale potem się godzą.

Innym dość istotnym wydarzeniem był pożar sąsiedniego mieszkania u mnie na piętrze. Koło godziny szóstej rano usłyszeliśmy syreny. Myślałem, że to policja. Okazało się, że to straż pożarna. Po jakimś czasie poczuliśmy smród spalenizny. Wyjrzeliśmy przez wizjer, a tam siwy dym. Okazało się, że sąsiednie mieszkanie całkowicie się spaliło. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale przez dwa tygodnie na piętrze było czuć spalenizną. Dzisiaj piętro zostało odmalowane i wyremontowane.

Ale to jeszcze nie wszystko, bo to co się stało tydzień temu przebiło wszystko, co możliwe. To było coś, czego nie planowałem, ale można powiedzieć, że dobrze się stało, że do tego doszło. Tuż przed moimi urodzinami zadzwoniła do mnie macocha i powiedziała, że chce do mnie przyjść. Nie było mi to w smak, bo przecież mieszkam z P., a ani ona ani mój tata o tym nie wiedzieli, a dodatkowo tata nie wiedział o tym, że jestem gejem. Stwierdziłem, że ubiegnę macochę i po prostu pójdę do rodziców, a że zbliżał się Dzień Ojca, to kupiłem mu prezent. Po moim przyjściu pogadałem z rodzicami i macocha powiedziała, że i tak chce przyjść do mnie. Zrobiłem się nerwowy. Tata zrobił mi drinka, zacząłem pić. Macocha poszła do kościoła, a tata zapytał się, czemu jestem taki zdenerwowany. Powiedziałem, że ktoś u mnie mieszka. Znajomy. Ojciec chciał wiedzieć, czy śpimy osobno. Przyznałem, że nie. Tata zaczął myśleć. W końcu powiedziałem mu, że jestem gejem i że P. jest moim chłopakiem. Tata przyznał, że się tego nie spodziewał i jednocześnie podziękował mi za szczerość i że dowiedział się tego ode mnie, a nie od kogoś innego. Następnego dnia tata i macocha odwiedzili nas. Zobaczyli, jak żyjemy. Tata był ostatnią osobą, której nie powiedziałem, że jestem gejem. Cieszę się, że w końcu się dowiedział. To było dla mnie bardzo trudne, ale jestem też świadomy tego, że dla mojego taty to też bardzo trudne, o ile nie trudniejsze. Nie wiem czy i kiedy to w pełni zaakceptuje. Ważne jednak, że zna prawdę.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Wycieczki

Nie wiem, jak to się stało, ale w Święta miałem wolne. Wykorzystałem ten czas i poszedłem z P. na spacery w pierwszy i drugi dzień Świąt. Celem były dwa miejsca:

1. pobliskie jezioro,

2. pierwsze powojenne osiedle, zbudowane na modłę socrealistyczną; zostało ono niedawno zrewitalizowane.

Pogoda była dość dobra. Trochę pogadałem z moim chłopakiem, pospacerowaliśmy, trochę poznaliśmy miasto (dawno nie byłem w okolicach tego starego osiedla, a chciałem je zobaczyć). A P. po raz pierwszy zobaczył tego typu budownictwo i tego typu rozkład architektoniczny.

Z wycieczki jestem bardzo zadowolony. Nie dość, że spacerowałem z moim Kochaniem, to jeszcze udało mi się zrobić parę fotek. Poniżej zamieszczam kilka z nich.

1623606_772802986077080_8183821901056630369_n

10252041_772175106139868_3684155622792373372_n1621863_772222859468426_3827204670816821428_n1378181_772223846134994_2405398929316150797_n1493159_772224942801551_4755358133740393943_n10246372_772740449416667_6409548802065844058_n10169403_772741909416521_5867397684959834058_n

1794646_772774909413221_7676653426639196704_n10176195_772776226079756_9099755923707292470_n10245296_772783976078981_8815853735244339600_n

Myślę, że fotki są w miarę udane. Zapraszam do komentowania.

środa, 19 marca 2014

Tępota i mała relacja

Kolejny wpis muszę zacząć od przyznania się do swojej tępoty Uśmiech z językiem.  Podczas przenoszenia zdjęć na Google+ (tak, mam tam profil), pousuwałem niektóre z nich. Okazało się, że te usunięte fotki były na moim blogu. Musiałem zatem przejrzeć kilkanaście postów i wyrzucić kilka pustych miejsc po tych zdjęciach.

A teraz kilka informacji z mojego życia. Bardzo dużo czasu spędzam z moim chłopakiem. Przebywa on u mnie bardzo często i myślę, że jak na razie jest dobrze. Powoli uczę się bycia z kimś, gdyż przez ponad 34 lata byłem sam i można powiedzieć, że związek z P. jest moim pierwszym związkiem. Jesteśmy ze sobą od prawie pół roku. Cieszę się, że mnie kocha i chce ze mną być. Na razie wszystko układa się bardzo dobrze.

A teraz czas na ładnego pana:

BdRTPmgCcAEUIMc.jpg large

sobota, 4 stycznia 2014

Czas z chłopakiem

Stwierdziłem, skoro napisałem “A”, to trzeba napisać “B”. Jeśli napisałem, że mój chłopak przyjeżdża do mnie na sylwestra i zostaje u mnie kilka dni, to chyba warto napisać, jak nam ten czas minął.

Można powiedzieć, że minął nam spokojnie, bardziej na leniuchowaniu. W sylwestra siedzieliśmy w domu, oglądaliśmy “Sherlocka”, nie piliśmy alkoholu, chyba że ktoś nazwie alkoholem “Karmi”. Złożyliśmy sobie życzenia i poszliśmy dość szybko spać. W Nowy Rok wybraliśmy się do kina na “Wyścig” Rona Howarda. Film bardzo się podobał mojemu chłopakowi. Mnie zresztą też, chociaż nie za bardzo lubię tego typu tematykę. Potem poszliśmy na spacer, pokazałem mu jak wygląda Rynek i jeden plac o tej porze roku wieczorem. Potem wróciliśmy do domu, obejrzeliśmy “Thora” i poszliśmy spać. Następnego dnia leniuchowaliśmy, wzięliśmy wspólną kąpiel, trochę pospaliśmy, a wieczorem on pojechał do siebie do domu. Było bardzo miło i sympatycznie.

A teraz czas na ładnego pana:

20130511-101549-p-m

Gay World